Byłem więźniem obozu koncentracyjnego Mauthausen

Świadectwo nawrócenia byłego więźnia obozów koncentracyjnych Oświęcim, Mauthausen i Guzen.
Byłem więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu w latach 1941–43 jako nr 16340. Dzięki Bożej Opatrzności udało mi się uciec z tego strasznego miejsca. Jeszcze długo po ucieczce wracały mi na pamięć te koszmarne wspomnienia. Przez 22 miesiące ukrywałem się przed Niemcami, aż pewnego razu zostałem przez Gestapo schwytany i poddany wnikliwemu śledztwu, podczas którego byłem bity i maltretowany. Tylko dzięki temu, że nie miałem widocznego numeru obozowego, udało mi się uniknąć powtórnego odesłania do Oświęcimia. W czasie kolejnej próby aresztowania ratowałem się ucieczką i w tym momencie znowu mogłem zauważyć wyraźną, Bożą ochronę. Niemiec z odległości 3 m wystrzelał do mnie cały magazynek tylko lekko mnie raniąc. Później opuściłem miasto Sosnowiec i przedostałem się do Generalnej Guberni w region kielecczyzny. Po jakimś czasie powróciłem ponownie do Sosnowca po swoje rzeczy, które zostawiłem w domu pewnej wdowy, mieszkając kiedyś u niej na stancji. Niestety ona, z przyczyn dla mnie niezrozumiałych, wydała mnie w ręce Gestapo, którzy to podczas snu mnie aresztowali. Znowu zaczęły się przesłuchania i śledztwo, któremu towarzyszyło bicie i różne tortury. Uniknąłem śmierci, ale ponownie trafiłem do ciężkiego lagru w Mysłowicach, a stamtąd odesłano nas pociągiem bydlęcym do obozów Mauthausen i Guzen w Austrii, dokąd jechaliśmy w strasznych warunkach, aż cały tydzień. Tam była również gehenna. Pracowaliśmy w podziemnych sztolniach kamieniołomach. Strażnicy dla swoich kaprysów, niewinnych więźniów topili w beczkach. Tam też zacząłem już tracić wszelką nadzieję na wyzwolenie. W ostatnich dniach wojny zostałem skierowany na blok śmierci, był to blok, z którego nikt nie wychodził żywy. Bardzo często rozebranych do naga wypędzano nas na obozowy apel poranny, gdzie zmuszani byliśmy do siedzenia w błocie podczas padającego deszczu lub śniegu, a nierzadko w czasie mrozu. W takim bloku było nas 680 osób. Dziennie umierało kilkunastu więźniów. Spaliśmy na gołych deskach głodni i zziębnięci bez nadziei. Pewnego razu przez, osiem dni nic nie miałem w ustach. Podczas kolejnego apelu porannego zostałem ocalony wraz z 17-stoma towarzyszami niedoli przez lekarza rosyjskiego jednocześnie pracownika obozu. Spośród całego bloku śmierci, czyli 681 ludzi, tylko myśmy otrzymali nadzieję przeżycia. W kilka dni później zostaliśmy wszyscy wyzwoleni przez amerykańskie wojsko. Wg. relacji historyków był on jednym z najcięższych obozów śmierci na terenie III Rzeszy. Swoje przeżycie i ocalenie od śmierci zawdzięczam przede wszystkim Bogu, który już wtedy cudownie mnie ochraniał, abym w późniejszym czasie mógł dożyć takiego dnia, gdzie powierzyłem swoje życie w ręce Pana Jezusa. Po wyzwoleniu i zakończeniu wojny na długo zapomniałem o Bogu i dopiero mając 80 lat skorzystałem z Bożej Łaski. W 1991 roku przebywając w sanatorium moja małżonka poznała tam Ewę, która była chrześcijanką uczęszczała do chrześcijańskiej społeczności. Po usłyszeniu świadectwa o Chrystusie skorzystaliśmy z zaproszenia i odwiedziliśmy to miejsce.   Słowo Boże wzbudziło w moim sercu pragnienie powierzenia Bogu swego życia co też uczyniłem idąc za Panem Jezusem.
Pragnę wyznać iż żałuje, że wcześniej nie zaufałem Chrystusowi. Minęła już, bowiem moja młodość i lata pełni sił. Ale jestem bardzo Bogu wdzięczny, że nawet w tak późnym wieku Bóg o mnie nie zapomniał. Modlę się każdego dnia i dziękuję Mu, że mnie odnalazł i zbawił, daje mi jeszcze siły i zdrowia. Wierzę w Jego cudowną Boską moc. Pragnę abyś czytając to świadectwo mojej drogi do Boga uwierzył w Pana Jezusa i Jego moc, której ja tak wiele doświadczyłem. Kto do Niego przyjdzie szczerze, tego Jezus Chrystus nie odrzuci? Zaufaj Mu.

Michał Witko,

Świadectwo zaczerpnięto z chrześcijańskiego dwumiesięcznika DPŻ

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *